Rok z NETFLIX’em – Werdykt?

Rok z NETFLIX’em – Werdykt?

10 lipca 2018 Off By Staniu

Ten blog prowadzony jest przez dwie osoby. Dzisiaj wypowiem się tylko w swoim imieniu. Mniej więcej rok temu postanowiliśmy zainwestować w Netflixa. Długo zastanawialiśmy się czy warto, na szczęście z pomocą pośpieszył nam sam serwis, udostępniając swoje zasoby przez miesiąc za darmo. I wtedy się zaczęło…

 

Całkiem spora baza filmów, seriali, programów, pochłonęła nas i kupiła z miejsca. W zasadzie to my kupiliśmy, bo po okresie próbnym zainwestowaliśmy w kolejne miesiące. Tutaj sporym plusem okazała się możliwość współdzielenia konta na wybraną ilość monitorów, co dało nam możliwość dzielenia również opłat. Ostatecznie wyszło około 12zł na głowę. To bardzo niewiele jak za tak obfitującą w hity składnicę wideo. Kolejnym plusem był sam serwis i jego opcje. Możliwość wybrania napisów, lektora, dubbingu. Pomijanie openingów, odtwarzanie od ostatniego momentu po zamknięciu przeglądarki. Każdy z użytkowników znalazł coś dla siebie. Oglądaliśmy film za filmem, serial za serialem. Kinomania trwała w dobre, ale w końcu coś pękło.

W pewnym momencie zauważyłem, że scrolluje główną stronę Netflixa i nie mogę znaleźć niczego dla siebie. O ile Natalka pochłaniała kolejne seriale, tak w moim przypadku nastała stagnacja. Interesujące mnie filmy już widziałem, nowości przychodziły w żółwim tempie. Niektóre seriale dostępne były ze sporym opóźnieniem. Często sezonowi drugiemu i zarazem ostatniemu dostępnemu na Netflix, daleko było do piątego, który wyszedł już jakiś czas temu. To zniechęcało mnie do zaczynania przygody z tasiemcami. Skusiłem się nawet na filmy, które produkuje sam Netflix, ale niestety troszkę się zawiodłem i twierdzę, że to troszkę takie kino kategorii B, promowane na super hity. Odstawiłem więc na trochę NF, ewentualnie włączałem jakiś film przed spaniem, całkowicie się na nim nie skupiając.

Co z tego, powiecie? Ano to, że to wciąż usługa płatna. Zdałem sobie sprawę, że płacę za coś, z czego w zasadzie nie korzystam. Owszem, zawsze lepiej mieć dobrą bazę filmową niż jej nie mieć, ale czy jest sens płacić za coś, czego używa się tak rzadko? Uznałem, że owszem. Pieniądz nie jest duży, a zawsze w razie czego można mieć film na zawołanie i to w bardzo dobrej jakości, bez problemów typu „słaby buffor”. No i reklam brak – kolejny plusik. Żeby nie było, testuję właśnie inny, podobny serwis. HBO: GO. Póki co, ten wygrywa nowościami, ale czas pokaże, który filmowy gigant zwycięży i zagości na dłużej w moim serduszku. A może oba?

A jak Wy postrzegacie Netflixa i pochodne? Dajcie znać w komentarzach i koniecznie zapiszcie się na subskrypcję TUTAJ

Komentarze

Podziel się z innymi